Jak się robiło dobre horrory part I. ”The Last Man on Earth”. (1964)

Rzadko się zdarza by filmy sprzed pół wieku nie zestarzały się, nie znudziły współczesnego widza. Ząb czasu nadgryzł w dużej części, zwłaszcza od strony technicznej pomniejsze filmy takich tuzów jak Antonioni, Kurosawa czy Fellini. Dramaty obyczajowe niegdyś stanowiące o sile kina europejskiego teraz przyprawiają młodego niedoświadczonego o mdłości. Wczesne filmy tych mistrzów nie są najlepszym sposobem na przyciągnięcie uwagi osób nie interesujących się szczegółowo światową kinematografią. Inaczej ma się sprawa z horrorami z okresu lat 50-tych i 60tych. To na ich podstawie powstała masa remake’ ów, które przegrywają walkę ze swoimi pierwowzorami już w przedbiegach z jednej bardzo prostej przyczyny. Braku duszy oraz filmowego artyzmu sprawia, że historia filmu nie znajdzie dla nich miejsca.

Kino apokaliptyczne to czas gdy nastroje społeczne przygwożdzone rozczarowaniami dnia codziennego oraz wizją niepewnego jutra znajdują swoje ujście w sztuce filmowej. Po niezwykłym ”War of the worlds” z 1953r. gdzie wszechogarniająca panika przejęła władzę nad rozumem obrastając w mit tym razem strach nabrał nieco innego, bardziej materialnego oblicza. Strach w filmie Ubaldo Ragony ma wymiar bardziej osobisty, umierają ludzie z otoczenia, własna córka by w końcu stanąć oko w oko ze starym dobrym znajomym pod osłoną nocy. To rodzaj duszącego osaczenia wysysający resztki energii niczym nienasycony krwią wampir. Śmiercionośna zaraza pochłonia wszelkie istnienie jakoby budząc człowieka ze snu o marzeniach przezwyciężenia potęgi natury, Boga czy wreszcie śmierci. Słowa wypowiedziane w XIX przez Fryderyka Nietzschego jakoby człowiek w XX wieku musiał zająć miejsce Boga jeszcze nigdy nie zyskały tak bardzo na znaczeniu dlatego sztuka, zwłaszcza ta z konotacjami religijnymi (co pokazuje obecność Kościoła w tym filmie) stawia antytezę dla ocucenia śmiesznych w gruncie rzeczy zamierzeń człowieka względem siebie, świata i innych ludzi. Stanley Kubrick całą historię ludzkości spuentował w jednym ujęciu co pokazuje jak wiele nam brakuje do absolutu. Pokora to miejsce w którym musi stanąć cywilizacja by móc przetrwać inaczej strach sparalizuje wszelkie nasze działania.

Film powstał na podstawie powieści pt. ”I am legend” z 1954 z okresu gdzie medycyna poczyniła ogromne postępy (jak zastosowanie techniki anestezjologicznej – intubacji i sztucznej wentylacji). W czasach ogromnych przemian społecznych i niezbyt stabilnej sytuacji ekonomicznej, gdzie człowiek coraz częściej jest wypierany względem maszyny (pogłębiająca się industrializacja przynosząca korzyści jedynie wielkim korporacjom) ludzkość potrzebuje czegoś stałego, trwałego, miejsca w którym każdy mógł się poczuć bezpiecznie, miejsca który zachowałby równość między starym a nowym światem, miejsca gdzie nie ma miejsca na turbulencje życiowe. Bohatera na miarę Supermana czy Batmana, który byłby odpowiedzą na zagrożenia wynikające ze zmian.

Społeczeństwo w owym czasie raczej trzymało się konserwatywnego światopoglądu, podejrzliwie przypatrując na to co przynoszą nam naukowcy czy politycy dlatego tak bardzo wypatrujemy legend, w telewizji, książce. Sami nie lubimy się wychykać bo przecież wolimy zamknąć się we własnych domach i patrzeć na wszystko z bezpiecznej perspektywy.

Violence at high noon (1966) Nagisa Oshima

Violence at High Noon (Daylight Demon)

Historia dotyczy czterech osób, których wspólnym mianownikiem jest interesowność oraz brak skrupułów. Cechy charaktery przypisywane przez społeczeństwo japońskie zwłaszcza politykom, ludziom pozbawionym honoru i godności czyli punktach zapalnych w twórczości japońskiego samuraja (jak zwykł go opisywać Shohei Imamura) Nagisy Oshimy. Zabójstwo młodych kobiet będące następstwem rozpadu pożycia małżeńskiego jest jedynie romantyczną fasadą rzeczywistych sygnałów wysyłanych nam przez reżysera.

Znaki szczególne twórcy filmu to nędza, nierówności społeczne, zgnilizna moralna oraz epatująca niczym z kazni sceny ludzkiego okrucieństwa, które są symptomatyczne wsród ludzi wykreślonych poza nawias społeczny. ”Przemoc w południe” znacząco nie odbiega od reszty obrazów innowiercy japońskiego kina. Dalej z lubością bliską sadyzmu piętnuje ”małych” ludzi i stawia ducha ponad ziemski materializm. Slędząc kolejne minuty dochodzenia, w których dochodzi do zupełnie niepotrzebnych zabójstw można jednak zadać sobie pytanie: czy ta odpychająca agresja i histeria w wyborach bohaterów filmu ma jakąś zasadność? Czy aby nie są to postacie stricte literackie, które nie mają wspólnego z prawdziwym życiem? Mimo, że żyję w innej szerokości geograficznej mam prawo przypuszczać, że takowe zbrodnie mogły by być udziałem również jakiejś bestii z Polski czy innego kraju byłego bloku wschodniego.

Eisuke czyli tzw. ”High-Noon attacker” jest postacią bez większych ambicji, sprzedający martwe świnie dla zysku, będący uosobieniem nieudacznika, społecznie bezużyteczny. Ten oto wyrzutek stanowi zagrożenie dla Genjiego, tutejszego radnego cenioniego przez wszystkich dzięki swojej pracowitości, zaradności oraz … honorze. Ta uczciwość i szlachectwo przegrywa rozgrywkę o serce młodej Shino (która również pochodzi z ubogiego środowiska) z drapieżnością i prostactwem. Oto sytuacja w której wartości, na których budowane są zdrowe społeczeństwa, w kuluarach przegrywają walkę ze zwykłym egoizmem będący zawsze ślepą uliczką. Paradoks często spotykany w prawdziwym życiu jednak rzadko tak mocno sponiewierany przez filmowców. Często, mimo wielu uchybień moralnych czarny bohater, budzi u widza jakieś ludzkie emocje. W tym przypadku jest to bilet w jedną stronę. Bez znieczulenia.

Jak chłodna jest diagnoza dla człowieka wydana przez Oshimę niech posłuży reakcja małych dzieci widzących napis nakreślony przez ich nauczycielkę (i żonę zabójcy – Eisukiego) ”love for humanity”. Tu nikt nie pozostawia złudzeń.

Słodki zapach sukcesu (1957r.) Alexander Mackendrick

Starożytni cynicy ze szkoły Antystenesa za najwyższą wartość uznawali cnotę. Uważali się za psów bowiem oddawali swoje potrzeby na widoku publicznym. Masturbacja czy defekacja na oczach innych nie sprawiały u nich żadnego poczucia wstydu czy zażenowania. Podobnie jest z bohaterami ”Słodkiego zapachu sukcesu”. Oni też ze wstydem nigdy się nie spotkali w swoim życiu.
Władza we współczesnym świecie to jednak bardziej udręka niż odbieranie laurów, ale istnieje wiele person, które za cenę największej hańby, używając górnolotnych słów (powołując się na życie własnej matki) posuną się do takich czynów, bez najmniejszych skrupułów, za wszelką cenę byle by tylko osiągnąć cel.
”Za wszelką cenę” w przypadku filmu Alexandra Mackendricka ma wyłącznie negatywne konotacje. Oto Sidney Falcao, żurnalista ( koncertowa rola Tonego Curtisa) szuka środków by przekonać do siebie magnata prasowego i rozpoczyna grę w której cierpieć będą wszyscy (włącznie z jego bliską znajomą) . Szkaradność i okrucieństwo klakiera nie mają w sobie żadnych granic. Oszczerstwa oraz wyciągania brudów ludziom to dla niego chleb powszedni. ”Życie” jak tłumaczy siostrze magnata ( bardzo dobra kreacja Burta Lancastera). Nie ma miejsca na artystyczne pieskie niebo gitarzysty i narzeczonego największej ofiary w tym przedsięwzięciu, czy miłości, ale jedynie papier podatny na każdą nawet najbardziej wybujałą nowinę stanowiący nośnik i fundament tego skundlonego świata. Nie ma wygranych, nie ma przegranych, są tylko zyski oraz sława. To przetrwa. A przecież o to chodzi w życiu, prawda?
Charakterystyką kina noir jest to, że w tego typu filmach każdy bohater jest czarną osobowością, uosobieniem naszych ciemnych stref życia. Obraz Mackendricka nie odchodzi od tej formuły jednak po raz pierwszy film z tego gatunku był tak blisko spokrewniony z rzeczywistością. Dotychczas filmy noir opierały się na rabunkach, zdradach czy… wyjaśnieniu zagadki własnej śmiertelności jednak rzadko kiedy poruszał się wokół tematyki władzy i polityki. Gwara i wielkomiejskość tylko akcentują problem jakim jest brak jakichkolwiek zahamowań na najwyższych szczeblach władzy. Nieistotne czy jest to lekarz, prawnik, dziennikarz czy polityk. Wszędzie gdzie ktoś coś osiągnął zjawia się nieuchronnie zaraza arogancji oraz dezynwoltury. Rynsztokowy język i skandalicznie zachowania, nawet jeśli są prawdziwe i pochodzą z ust dobrze sytuowanych i dobrze wyglądających panów, nie umniejszają moralnego zobowiązania jakie na nich ciąży z którego będą musieli się prędzej czy później rozliczyć. To cena, którą oni sami, jak lombardziści w swoich kanciapach będą sami ustalać. Ryzyko wliczone w działanie. Cena, która nigdy nie będzie im uwierać wykonując kolejne kroki zawodowe bowiem ”każdy pies ma swój dzień”.

”Włóczykij” Pasoliniego czyli polityczny wrzask z lat 60-tych XX. wieku

Ktoś kiedyś zapytał co jest największym utrapieniem dorosłego człowieka odparł bez wahania, że myślenie. Samonakręcająca się machina, która przynagla do często dramatycznych kroków. Powodem, dla którego można podjąć taki radykalny krok jest brak pracy, trudności z utrzymaniem stanowiska pracy bądz po prostu… zwykła niechęć w udziale w społecznym kabaretonie jakim jest płatna ludzka praca.

Człowiek świadomie bądz nie, nie podejmuje odpowiedzialności za swoje życie i czyny bo, przekładając to na nastoletnią wyobraznię, zwyczajnie mu się to nie opłaca. Mentalność nastolatka wśród dorosłych mężczyzn jest dosyć częstym i mocno piętnowanym przez społeczeństwo zjawiskiem. Pośród próżniaczego życia człowiek zagubiony nie odnajduje ukojenia w pracy bo przestał (a będac bardziej szczerym nigdy w nią nie wierzył) wierzyć w tą dziedzinę życia. Podobnie jak rodzina, dojrzałe relacje międzyludzkie czy nawet zwykły udział w życiu publicznym.

Praca dla Włóczykija jest błędnym tworem, okrutnym wypaczeniem ludzkości, który nie ma szans w zetknięciu z takim lekkoduchem jakim jest Vittorio główny bohater filmu zagrany wyborowo przez Franco Cittiego. Jak bowiem coś co nie zapewnia nic prócz opłacenia zwykłych rachunków czy spełnienia najniższych potrzech życiowych może stanowić jakąś motywacje do działania? Pracoholizm nie wchodzi w grę bo życie i zdrowie ma się jedno, a warto by też przecież trochę poużywać z tego życia tak by nie pluć sobie w brodę przed śmiercią.

Wyzysk oraz życie na koszt innych to jedyna metoda na godne przejście przez życie w świecie gdzie każdy dla każdego jest szują i kanalią, a podstawianie nogi koledze ma miejsce nie tylko w miejscach pracy ale i również podczas zwykłego spotkania na ulicy. Świat pozbawiony wartości bo i jak może być coś warty skoro najwyższą cnotą stanowi pieniądz oraz obśmianie głupio wierzących w miłość czy przyjazń. Komunikacja interpersonalna jest spłycona do poziomu zasobności pieniądza co przepięknie przepowiada epokę komercjalizacji gdzie walka o majątek oraz względy spycha na dalszy plan ludzi prezentujących taki światopogląd jak Vittorio. On był powołany przez swoich rodziców do zwycięstwa, ambicji, walki o piękne kobiety oraz szczęsliwe życie wśród najbliższych. Świadomie jednak wybiera drogę na skróty. Nie widzi siebie w innym położeniu bo taki ma po prostu charakter. Charakter straceńca, pieniacza, awanturnika i taniego alfonsa. Franco Citti to cwaniaczek pierwszej ligi. Wzniosły ton tego politycznego manifestu tylko bardziej upodla tragiczny, ale i romantyczny wybór jednostki. Ludzie wokół których obraca się Vittorio to kurwy, złodzieje oraz tanie cwaniaczki, naciągający młode niewinne dziewczyny. Stado hien i kanalii tratujące wszystko i wszystkich tak by poczuć lekką ulgę w swoim poniżeniu. Robaki drążące sobie grób już za życie. Miejsca na godność i honor po prostu nie ma bo być nie może. Ludzie mali pozostaną małymi bez względu na ich wychowanie, kontakty czy potrzeby materialne. Ironicznie nakreślone imię głównego bohatera przez Pasoliniego doskonala to podkreśla. To nie jest świat dla takich istot.

Dlaczego ten film promieniuje niczym gwiazda na niebie? Bo w tym filmie – w przeciwieństwie do dzisiejszych ”skandalizujących” tytułów – Pasolini nie był pozerem i narcyzem jak chociażby Lars von Trier. Nie są to tzw. Półśrodki wyrazu jakie mamy nieprzyjemność spotykać w zbutwiałych obyczajowo obrazach (np. ”W imię”) wzbudzające grymas zażenowania u bardziej zaprzyjaznionych z kinem ludzi. To jeden z tego gatunku ludzkiego gdzie rozwścieczony tłum przebijał artystę wzrokiem za to, że odważył się podnieść na nich rękę skazującą ich wybory życiowe. To droga od której nie ma ucieczki. Gdy człowiek jest rzeczywiście artystą czy filozofem to będzie nim do końca swoich chwil i to będzie widoczne w każdych jego dziełach. Kino zadające ciosy, nie szukające taniego poklasku, kino z czasów, które spełniało przede wszystkim artystyczną funkcję – zadawania pytań. Nie ludzkości, tylko samemu sobie. Punkt wyjścia zawsze znajduje się w naszym wygodnym fotelu w sali kinowej.

Włóczykij jest wyszydzany nawet wśród swoich znajomych, którzy również prowadzą jałowy tryb życia. To ten rodzaj człowieka gdzie sumienie – tak jak w odpowiedniej warstwie muzycznej – śpi przy muzyce Bacha i spogląda na niego z rozpaczą. Znamienne są 2 sceny bójki głównego bohatera – z grupą znajomych oraz obrońcy dobrego imienia jego syna mężczyzny. W tych scenach jest coś hańbiącego, bo zwierzę gdy podejmuje walkę robi to po to by przetrwać. Tutaj mamy coś okropnie upodlającego wykraczające poza ramy zwykłych bójek jakie mamy styczność oglądać niekiedy w tv. To idealny przykład na to, że upadek człowieka jest nie tyle kosmiczny (w ujęciu poetyki filmu) co bardzo błahy, przyziemny, prozaiczny. I nagi. Nędza, która aż razi po oczach. To artystyczny huk, który jeszcze długo będzie się nam szumiał po uszach. Druzgocące dzieło.

Witaj, świecie!

Witaj na swoim nowym blogu!

Bardzo się cieszymy, że jesteś z nami! To jest pierwszy, przykładowy wpis. Możesz go usunąć logując się do Kokpitu i wybierając menu Wpisy.

Jeśli coś jest dla Ciebie niejasne, zapoznaj się z działem Pomoc:
http://blog.pl/pomoc

Zapraszamy również na nasz profil na Facebooku, gdzie znajdziesz aktualności, poczytasz ciekawe blogi, lub weźmiesz udział w dyskusjach z innymi blogerami:
https://www.facebook.com/Blogpl

Miłego blogowania! :-)