Devil’s partner (1961)

Diabeł w kinie, przed okresem lat 60 tych, miał raczej bardzo czarno – biały wizerunek. Oto ja antychryst ludzkości, jestem wcieleniem zła, sieją spustoszenie oraz zgrozę wśród ludzi a za mną jest już tylko pustka. To postać raczej skryta, ukrywająca swoje prawdziwe oblicze, stroniąca od dzieci oraz zwierząt. Jest to postać która rozwija się ( i osiąga przewagę psychologiczną) z czasem. Swoje wady przeobraża w w zalety a są nimi: fobia społeczna, agorafobia, strach przed krzyżem, niechęć do poznawania nowych ludzi, szukania nowych doświadczeń życiowych itd. ”Devil’s partner” nie unika tego schematu jednak oprócz tych schematów używa bardzo ciekawej i mrocznej kompozycji scenografii kontrastowej między dawnym, prehistorycznym, zaniedbanym domkiem na uboczu małego miasteczka gdzie czas się zatrzymał a gorącą otwartą przestrzenią gdzie każdemu zwykłemu mieszkańcowi jest swojsko, miło i sympatycznie. Jednak oprócz tego po raz pierwszy pojawia się motyw człowieka złego z iście anielską urodą. Pozniej, po premierze tego niskobudżetowego filmu podobną budowę dzieła przyjął Roger Corman we ”Wstydzie” z 1962 roku dobrze wychowany i dobrze ubrany obcy przyjeżdza do pewnego małego miasteczka na Południu Stanów Zjednoczonych by docelowo rozpocząć integrację społeczną z czasem, gdy zbiera kontakty pokazuje swoje prawdziwe, bardzo mroczne oblicze – zmieniania oblicza tego supermocarstwa poprzez Ku klux klan. Pobudki kierujące tym ”gentlemanem” są bardzo prymitywne bo wynikają ze zwykłej pogardy do drugiego człowieka przez co mamy do czynienia – my jako widzowie – z makabrycznym spektaklem – gdzie ohydny człowiek próbuje wprowadzić nowy porządek świata oparty na represjach, uprzedzeniach rasowych/religijnych, jedynej słusznej koncepcji świata itd. . Film Cormana z 1962 kipiał emocjami, a ”Devils partner” to nic innego jak próba przekucia dobrego thrillera i elemenetów kina grozy z dobrych starych filmów z lat 20tych w szaty niskobudżetowej produkcji. Człowieka na pozór sympatycznego godnego zaufania gdzie każdemu nieznajomemu bez chwili zawahania udziela pomocy.

Sprawca nieszczęść w opuszczonym miasteczku jest postacią niezwykle wyrazistą i antypatyczną. Chodzi w dobrym garniturze, ma nienaganne maniery, umie się dobrze zachować w dobrym towarzystwie wreszcie wie co i jak robić by być poza kręgiem podejrzanych o kolejne tajemnicze zabójstwa. Ten urok osobisty zawdzięcza zapewne dzięki pewnemu paktowi podpisanemu z księciem ciemności, który odkupił jego duszę wzamian za …bogactwa tego świata. Tym bogactwem dla tajemniczego przybysza jest miłość pewnej uroczej damy oraz majątek pewnego znędzniałego dziadka, który żyje na uboczu społeczeństwa gdzie jego los już dawno został zapomniany przez innych. I oto mamy bardzo ciekawe zjawisko stary zmęczony człowiek chce ”odwdzięczyć się za swoje upokorzenia i niedole” innym mieszkańcom zsyłając na ziemię diabła w ludzkiej postaci wzamian za swoją duszę, ale tylko za okres 2 lat. Ta historia ma odcień makabreski, ale i też ważny przykład tego w jakim miejscu stało zwykłe amerykańskie miasteczko na południu kraju w latach 60tych XX. Wieku gdzie dwa supermocarstwa Stany Zjednoczone tkwiły w zimnej wojnie, a wizja ataku nuklearnego jeszcze nigdy nie była taka realna. Każdy racjonalnie myślący człowiek podchodził do całej sytuacji z dystansem bez histerii w głowie jednak pewne grupy społeczne, te mniej wykształcone, przyjmowały ten obraz świata, wyświetlany w telewizji z grubą przesadą, przygotowując własne zapasy żywności czy kupując nadmierną ilość broni. Z tą grozą zmierzył się reżyser filmu portretując zwykłe, na pozór spokojne południowe miasteczko w którym zawsze tkwi jakieś epicentrum zła, które niekoniecznie musi przybrać formę węża czy czarnego rumaka. To bardziej pewne cechy charakteru pojedynczych tworzą atmosferę pewnych miejsc, w których ludzie naturalni, być może naiwni czują się zaszczuci i niechciani. To zło tkwiące bardziej w zwykłym pojedynczym człowieku, który może być naszym sąsiadem czy szeryfem naszego miasteczka niż archetypowy podział na tych dobrych i tamtych złych.

Człowiek pogryzł psa (1992)

Lubię filmy ekstremalne. Nie każde co prawda, ale większość z nich otwiera nową przestrzeń intelektualną dla innych twórców, którzy będą czerpać (świadomie bądz nie) z ich wielkiej odwagi. Tak było z ekstremalnymi filmami z Czeskiej Nowej Fali jak ” Palacz Zwłok” czy ”Diamenty Nocy” (kompletnie zapomniane arcydzieło) bądz nie tak daleko patrząc ”Głowa do wycierania” Davida Lyncha. Elementy(przede wszystkim od strony wizualnej) zawarte w tych ”otwartych dziełach” mamy sposobność oglądać w filmach chociażby Jima Jarmusha (zwłaszcza jego filmy z lat 80tych) czy u Darrena Aronofskiego.

Film tria: Remy Belvaux, Andre Bonzel i Benoit Poelvoorde jest nie tylko ekstremalny co niezwykle osobliwy. Oto trójka gagatków robi dokument, w którym rejestruje morderstwa jednego człowieka o wzbudzającym sympatię obliczu. Pomysł genialny w swej prostocie, ale przełamujący pewien schemat myślenia osoby, która jest sympatyczna, inteligentna, zabawna, współczująca, szczodra i… śmiertelnie skuteczna w wykonywaniu swojego zawodu. Podobny zabieg (choć o mniejszym pułapie sympati niż u Bena) można spotkać w serialu Dexter, gdzie policjant po godzinach wykonuje brudną robotę.

Główny bohater prócz rozliczania się ze swojej roboty (używa bardzo niekonwencjonalnych metod co utwierdza nas w przekonaniu, że mamy do czynienia z wyjątkowa inteligentną bestią) odwiedza swoich przyjaciół i rodzinę co potęguję gęstą jak smoła atmosferę psychozy gdzie dobroć i zwykła ludzka przyjazń mieszana jest z zimno krwistą pogonią za niewinnym chłopcem czy masowym gwałtem na żonie jakiegoś nieznanego nieszczęśnika. Zbrodniczych rarytasów uświadczymy w tym filmie więcej (są odniesienia do nieznanych i zapewne zacnych filmów) ale warto przypatrzyć się temu filmowi nieco głębiej niż tylko durnowata przemoc na poziomie pierwszych filmów Quentina Tarantino.

Czy aby w naszym współczesnym, niezwykle tolerancym świecie granica popełnienia zbrodni aż tak mocno została przesunięta względem innych lat? Ktoś może powiedzieć, że to zwykła przemoc bez uzasadnienia w co jednak osobiście powątpiewam bo prócz liryzmu niezwykle charyzmatycznej postaci mamy przestępstwa, która są złowieszczą parodią tych zbrodni, które znamy z gazet czy telewizji. Podtytuł filmu (it happened in your neigberhood) zdaje się potwierdzać tę tezę. Pytanie stawiane przez twórców filmów brzmi: czy bezsensowna agresja, przemoc, sadyzm może być tak śmieszny, że aż straszny? Czy my mający się za zwykłych, porządnych ludzi, mających nieposzlakowaną opinię wśród innych, dzieci, dobrze płatną pracę, nie ukrywamy w sobie głęboko skrywanej bestii, która rozsadziła by mózg sąsiadowi bo zle na nas spojrzał? Czy ludzie z psychologicznego punktu widzenia, są tylko ludzmi czy może zwięrzetami, które łatwo ulegają swoim popędom. Ten film, mający przeszło 2 krzyżyki na karku pokazuje, że granic moralności teoretycznie rzecz biorąc nie ma. A praktyka…. praktyka przeraża jeszcze bardziej gdy usłyszymy o kolejnym pociętym siekierą przez konkubinę facecie.