”The Fast and The Furious” 1955 Roger Corman

To zdumiewające, że film który nie był wychwytywany przez widownię – mówiąc wprost tego gorszego sortu – po ponad 40 latach doczekał się swojej serii w dosyć mocno ubogich szatach dając rozrywkowe uniesienie milionom widzów. Co przyczyniło się do tak wielkiej popularności? Dobry scenariusz? Wybitni aktorzy? A może po prostu bardzo dobry film z całym technicznym zapleczem?

Analizę zacznijmy może od tego czego oczekiwała widownia w roku 2001.

Nowe milenium zapowiadało nowe wyzwania dla filmowców, znacznie bardziej złożone niż te z lat 50tych XX wieku. Widownia w coraz szerszym biegu stawała się ”wszechwiedząca”, mająca coraz większe oczekiwania nie posiadając przy tym zbyt wielkiej wiedzy na temat sztuki filmowej. Horrory były nudne, a te które były niekonwencjonalne (np. Session 9) przechodziły bez echa, filmy sensacyjne coraz liczniej przypominały smutne kopie znanych serii z lat 80tych zapominając prócz taniej rozrywki o dość wzniosłym przesłaniu tych filmów. Widzowie poszukiwali nowości chodząc jednocześnie najczęściej do kina na sprawdzone tytuły, które mogły by być podobne do wybitnych filmów sprzed kilku dekad. Nie interesowały ich eksperymenty, zabawy z konwencją, nowe twarze, chcieli sprawdzony materiał, który dawał im to czego oczekują po ciężkim dniu – dobrej zabawy. Ta rozrywka w XXI. wieku zawędrowała do internetu gdzie piractwo i masowe społeczności spotykające się tylko za pośrednictwem z pewnością wywarło wpływ na to jak wygląda obecnie kino. Rozlazłe fabularnie, szybkio kręcono gdzie znajduje się zatrważajaca liczba niedociągnięć i niedbałości filmowców z zapleczem historycznym , coraz częściej płatne w odpowiednich serwisach tematycznych, wreszcie porażająca ignorancja ludzi fundująca sztukę w zestawie z artukułami spożywczymi w tanich sieciówkach. Film, ten niskich i wysokich lotów zaczął być towarem o dosyć wątpliwej cenie eskportowej. Doszło do absurdalnej sytuacji gdzie film z jakością stał się dobrem luksusowym tylko dla nielicznych. W opozycji do tego stanu rzeczy stanął Roger Corman SAMODZIELNIE rozpoczynając nowy etap w historii kinematografii.

Ten oto niezbyt sympatyczny pan z kpiącym wyrazem twarzy dopuścił się rzeczy niebywałej – produkował taśmowo filmy niskobudżetowe, które wywindowały do masowej świadomości takie naziwksa jak Bronson, Carradine, De Niro, Dern, Hopper, Coppola, Scorsese czy Demme.

Aby oddać w pełni ogromny talent tego człowieka trzeba wspomnieć o wszechstronnej warstwie tematycznej jego filmów – robił horrory, filmy przygodowe, postapokaliptyczne, ekranizował powieści Edgara Allana Poego, Szekspira, egzsytencjalne (!) westerny, wywierał ogromny wpływ na wczesne filmy Martina Scorsese (sztandarowy przykład to ”Ulice Nędzy”).

Corman tworzył w latach gdy w box officie królowały filmy gloryfikujące pozycję Ameryki w świecie po II wojnie światowej wtłaczając patriotycznego bohatera w różnych gatunkach filmu, westernie, filmie przygodowym, historycznym, dramatach a nawet romansach. Nikt jednak nie odważył się podnieść ręki na świetość jaką stanowił amerykański, konserwatywny naród pełen szczytnych ideii kierowania porządkiem w świecie. Tego iście bluznierczego czynu dopuścił się właśnie Corman, pół żyd wychowany w katolickiej rodzinie o liberalnym podejściu do świata, życia i ludzi.

W ”Szybkich i Wściekłych” opowiada historię skonfudowanego amerykańskiego społeczeństwa klasy średnieje która w obliczu gigantycznych zmian ekonomicznych nie nadąża za tempem życia zapominając w między czasie o swoich korzeniach, wartościach i samym smaku życia. Dwójka renegatów to dwa przeciwne światopoglądy. On niesłusznie oskarżony o morderstwo i skazany na więzienie musi dowodzić swojej niewinności stawia czoła przeciwnościom losu swoją niezwykle męską, agresywną, władczą postawą która tak mocno spodobała się uosobieniu kobiecości – uroczej blondynce, która wyznaje zasady społeczeństwa bezrefleksyjnego – czyli wiara nadzieja i miłość.

Oboje mimo niesprzyjających warunków i różnicy charakterów znajdują w końcu wspólny język i wyjdą z tej patowej sytuacji bez szwanku. Hitchcockowski suspens przy zwykłych akcjach rodem z filmów przygodowych oraz Hawksowski obraz bohatera bez większych zalet stanowią się już niebawem znaki rozpoznawczymi tego – najbardziej wpływowego człowieka w amerykańskim filmie XX. Wieku.

Człowiek odważny, zaradny i niezwykle konsekwentny w swym działania wyróżniał się nie tylko techniką pracy, ale i również dość orginalnym podejściem do widzów. Mawiał: „I believe every serious film should have a message of some kind,” he said. „But it ought to he done subtly. I’m somewhere in the, liberal ranks politically and ‚Wild Angels’ was definitely, a liberal picture. But I let the material speak for itself. I was trying to make a statement about a definite subculture in our society. There are a lot of people between, say, 25 and 40 who are stupid and uneducated and gross, most of all completely bewildered by the high degree of organization and ambition needed to survive in America today. By acting the way the Hell’s Angels do, they drop out of society in a violent and exaggerated way.”

W przeciwieństwie do nowofalowców z Francji nie pragnął szukać nowego języka w kinie, nowych form, artystycznych wyzwań. Nie, on po prostu produkując filmy dla widzów kin ”drive-in” tworzył własną legendę. Stał się artystą rzemieślnikiem a to piekielnie trudna sztuka. 

Boys of the city (1940)

Kino to nie tylko pieniądz, ale i także bardzo często walka o przetrwanie. Aktorów, producentów, reżyserów, a niekiedy przede wszystkim od – studiów fillmowych. Bardzo często jako widzowie zapominamu o tej wielkiej machinie, która generuje zyski, nazwiska i wspomnienia. Czym to jest okupione? Ciężko powiedzieć, ale należy pamiętać, że okres przejścia z kina niemiego do kina dzwiękowego dla wielu aktorów i producentów było nie lada wyzwaniem. Tą ciężką próbę odnalezienia się w nowej rzeczywistości przetrwało studio Paramount tylko dzięki pomocy ich wielkiej gwiazdy – Marlene Dietrich. Studia tworzyły gwiazdy, ale wobec ich nie lojalności rozstawały się bez sentymentów. Tak było m.in z Bingem Crosby, który postanowił nagrać film dla konkurencyjnego studia MGM.

5 wielkich studiów filmowych czyli MGM, 20th Century Fox, Warner Brothers, Universal, Paramount i Disney rozgrywało zaciekła batalię o widza serwując tytuły najczęściej bardzo sprawdzone gatunki filmów jak musicale(Whoopee(1930),The Kid From Spain(1932),Roman Scandals(1933),Kid Millions(1934)Strike Me Pink(1936) horrory(King Kong, Dziwolągi, Frankenstein, Książe Dracula, Niewidzialny człowiek) Każdy pieniądz w czasach wielkiego kryzysu był podwójnie liczony przy nowych produkcjach. Rzadko się jednak zdarzało by producent z bardzo małych studiów jak Victory Pictures, której szefem był Sam Katzman tak znacząco wpłynął na wygląd filmów głównego nurtu Hollywood.

To że nie wolno lekceważyć producentów kina klasy B dowiódł król kina klasy B Roger Corman, ojciech chrzestny (oraz pracodawca) takich talentów jak Francis Ford Coppola czy Martin Scorsese. To ludzie, którzy pracują na zupełnie innych obrotach co producenci wielkich wytwórnii filmowych – ich praca przypominała szaleńczy wyścig z czasem. Corman swój pamiętny film ”Sklepik z horroram” zrobił w 2 dni i jedną noc; Sam Katmzan zaś robił 13 odcinkowy serial ‚Brenda Starr, Reporter ” w przeciągu zaledwie 21 dni! Tempo pracy panujące podczas kręcenia tego serialu omawia jego główna bohaterka Joan Woodbury The most memorable thing is, on the last night, the back of the set was one solid bar and there wasn’t an inch of space between one bottle and the next. Everybody was waiting for the wrap-up, so we could have a party! But I had 19 pages of dialogue on a telephone, with nobody talking back to me. It’s great if an actor talks back, you can at least ad lib on his ad libs. When you have nobody talking back, you’ve got nobody to ad lib you. So I’d look at a page and say, ‘Okay, let’s do it,’ pick up the phone and we’d shoot it. I shot all 19 sequences in one take, because they were going to kill me if I didn’t, with all that booze waiting; and I proceeded to get bombed after that. (Laughs) Sam, at least, realized it was cheaper to hire a stuntlady than break my leg. So I didn’t fall out of windows…I didn’t have any fun at all. (Laughs) I didn’t care to do any more serials with scripts like a telephone book. Elementy zawarte w filmach i serialach z ręki Sama Katzmana możemy znalezć u takich twórców jak William Castle (komiksowość horrorów) czy Mel Brooks (przerysowana teatralna gra aktorska) które zapewniały odpowiednią liczbę widzów. Boys of the city – mimo, że ich korzeni trzeba doszukiwac się w teatrze nie ucieka od tego schematu. Akcja tętniąca emocjami oraz główne założenie czyli rozrywka dla zwykłego widza to czynniki które gwarantowały sukces finansowy. Pytanie brzmi czy tamte filmy były tak dobre czy tylko nasze superprodukcje nastawione na rozrywkę bardziej nużą niż sprawiają komukolwiek satysfakcję. Sukces tej serii filmów traktujących o złych, niewychowanych wręcz dzikich (podczas produkcji jednego z filmów Dead End biegali jak dzikusy po całym studiu niszcząc wszystko co stało na ich drodze włączając w to nawet traktor) chłopakach przypominającym niektórym ludziom ich lata młodzieńcze, ale i tez nostalgia ludzi wykształconych, dobrze zarabiających prowadzących zazwyczaj nudne rutynowe życie za czymś ekscetytującym, pełnym kolorytu i nieprzewidywalności. Czymś co rozjaśni szarą codzienność zapewniło prócz standardowych musicali i horrorów szczypta przygody.

W owych czasach ciężko jednoznacznie powiedzieć czy to była rozrywka na wysokim, wyszukanym poziomie. Raczej wątpliwe. Jakości artystycznej należało dopatrywać się w owym czasie w Europie bo kino amerykańskie lat 30 tych XX. Wieku pełniło przede wszystkim jedną funkcję – dostarczania rozrywki ludziom, a co za tym idzie generowaniu pieniędzy wielkim wytwórniom. Ciekawe, że zaglądając do amerykańskiego kina przedwojennego możemy (mając oczywiście drobną wiedzę na temat tego w jakim położeniu finansowym byli reżyserzy z USA jak i innych części świata) podziwiać to jak wyprzedzali swoich kolegów po fachu w dziedzinie dóbr technicznych. Oto kamera (tu wymienić i sprawdzić) odwala robotę za wszystkich podczas gdy wystarczy spojrzeć kilka stref czasowych wcześniej by spojrzeć jak ludzie pokroju używają malarskiego kunsztu by nadać filmowi pełnię wyrazu. Przełom lat 30tych i 40tych to okres poszukiwań nowych zródeł. ”Boys of the city” to osobliwe połączenie przygody rodem z książek typu ”Chłopcy z placu broni” eksponująca młodzieńczą ekspresję, witalność, dziecięcą wręcz ciekawość światem (a także wartościom im tak przecież dobrze przypisanym jak lojalność, przyjazń, niekiedy wręcz zastąpienie prawdziwych męskich wzorców których niestety zabrakło w domu) z grozą znaną z nie tak dawnych filmów okres kina niemiego gdzie ponura, posępna, pogodzoną z losem, pomarszczoną wiedzmą znamionującą rychły kres życia. Joseph H Lewis modeluje ten obraz w bardzo znany z kina lat przedwojennych sposób, pozbawiony cynizmu filmów gangsterskich lat 70 tych czy naiwnego (patrząc z naszej perspektywy, człowieka skazanego na odpowiedzialność w globalnej wiosce) ciepła płynącego z filmów o korzeniach familijnych, które pod płaszczykiem kina przygodowego egzaltuje życie we wspólnocie. Wspólnota, odpowiedzialność, męstwo to warunki konieczne by przetrwać zwiastujące upiorne czasy dla Europy. Upiorność w tym filmie ma inny charakter, bardziej namacalny i bardziej złowieszczy niż perspektywa zagłady milionów istnień ludzkich bo narusza nasze poczucie bezpieczeństwa w miejscu, które od samego początku nie było zbyt przyjaznie nastawione. Te obawy zdały się znalezć potwierdzenie gdy prócz cmentarza znajdującego się tuż obok rezydencji (!) grupę przybyszów przywita stara pokojowa będąca uosobieniem największych koszmarów. Skala tej fizycznej koszmarności jest o tyle znacząca, że wzbudza respekt u trudnej mlodzieży a przerażenie u młodej kobiety. Kumulacja grozy nie kończy się jednak na tym bowiem prócz grupki młodych rzezimieszków gorączkowo resocjalizowanych oraz świadka koronnego wraz z zapewne jego prawnikiem o dziwo w jednym domu znajdzie się niedoszły morderca tego świadka. Z czasem okazuje się, że ta grupka rozbeztwionych chłopaków ma zostać tarczą ochronną owego świadka. Ten film to test chłopięcej odwagi i bunczucznych zachowań w chwilach miejskiej ”beztroski” ale i też początki kina przetrwania którego rozkwit mieliśmy w 1968 roku podczas premiery Nocy Żywych Trupów. Tutaj nie mamy styczności z żywymi trupami a raczej z żywymi manekinami wykonującymi polecenia innych (opiekun trudnej młodzieży). To film o nieodpowiedzialności nie tylko, ale przede wszystkim dorosłych ludzi których lekkomyślność sprowadza największą możliwą karę – ich własne życie. Po prawdzie pisząc ciężki rozróżnić, który spośród wszystkich obecnych tu postaci jest tu bohaterem wiodącym bowiem wobec dzikich okrzyków bandy z dużego miasta, nerwowego świadka, ubezwłasnowolnionej piękności czy też wspomnianej wcześniej upiornej pokojowej nikogo z tej grupy nie można uznać za człowieka żyjącego jak dorosły człowiek w czasach gdy pieniądz i odpowiedzialność to 2 nieodłączne elementy życia w społeczeństwie.