Memento (2000) Christopher Nolan

Memento (2000) – Christopher Nolan

 

To jeden z tych filmów, które Christopher Nolan, absolwent wydziału literatury angielskiej, które spełniał wtedy jeszcze wymogi kina atystycznego. Łączy dobry, trzymający w napięciu thriller z iście grecką tragedią głównego bohatera gdzie myślą przewodnią nie jest poszukiwanie zabójcy żony głównego bohatera lecz bardziej to, że w świecie wszechobecnej technologii i coraz większej marginalizacji roli człowieka we współczesnym świecie (coraz więcej pomagamy sobie bezdusznymi maszynami). Wprowadzająca muzyka z poslkiego wydania DVD daje podprogowy przekaz widzowi, że mamy do czynienia z wzniosłą (niczym w teatrze) antyczną tragedią toczącą umysł dobrze zbudowanego wówczas Guya Pearce’a.

Lenny cierpi na bardzo rzadką przypadłość – pamięci krótkotrwałej. Nie pamięta tego co mówił na początku rozmowy, podważa wszystko i wszystkich, nikomu nie może zaufać, nie wie komu może wyjawić swoje najskrytsze, najbardziej intymne sprawy. Dochodzi do takiej sytuacji, punktu w swoim życiu, że zwierza się ze swojej osobistej tragedii niezbyt ujmującej kelnerce. Udaje współczującą kobiete, która zdolna jest jemu nawet pomóc znalezc zabójce jego żony po czym pluje do jego drinka.

Jego choroba nosi podobne znamiona co swego czasu sprawił w filozofii niemieckiej Imanuel Kant . Podważa wszelkie znane do tej pory autorytety moralne ostoje ówczesnej nauki, wyznacza nowe prawo moralne moralne: ”niebo gwiazdziste nade mną, prawo moralne we mnie”. Ten film to nie już zagadka czy Lenny nie ma jakiejś schizofreni paranoidalnej (co jest bardziej niż prawdopodobne) tylko bardziej fundamentalne, z pozycji reżysera, pytania granice rozumu ludzkiemu i czemu w każdej nawet najmniejszej sytuacji życiowej poddajemy się jego mocy ustawodawczej. To pytanie gdzie my jako ludzi sięgniemy podczas swojej masowej ekspansji wszechświata. Czy aby w tym szale zdobywania, osiągania, nie zabrniemy w końcu w ślepy zaułek i nie zatracimy całkowicie cech ludzkich popądając w obłęd?

Istotne jest, w kontekście odbioru całego filmu, co znajduje się poza ramami czasowymi filmu. Jedno zdarzenie nie powoduje takiego wewnętrznego chaosu jak w przypadku Lennego. Coś musiało się zdarzyć oprócz tej misternej fasady poszukiwania mordercy jego żony? Czyżby to nieznane nam wydarzenie pociągnęło za sobą lawinę nieszczęść skutkując miedzy innymi śmiercią kobiety.

Gatunek filmu (neo – noir) zdaje się wskazywać, że przyczyną całej tragedii jest sam bohater choć nie bez winy są osoby napotkane przez Guya Pearce’a, które najpewniej korzystają z jego nieszczęścia czerpiąc – materialne (Joe Pantaliano) i fizyczne (Carrie Ann Moss) profity. Obydwoje zjawiają się podobnie jak jego objawy – znikąd i tak też szybko znikają.Wydaje się wręcz, że

Specyfika thrillera podać. Siła filmów Nolana polega na tym, że nie są suchym intelektualnym wykładem o meydcznej jednostce chorobowej która swoją historią przynudzjącym widza, a bardziej połączeniem filmu przygodowego z głębią intelektualnych korzeni twórcy jaką literatura angielska gdzie choroba głównego bohatera jest tylko pretekstem do przedstawienia ogromnego uniwersum jakim dysponuje Nolan. Są to: zbłąkanie we współczesnym, atomowym społeczeństwie, ugrtuntowana pozycja finansowa, obsesja na punkcie czegoś oraz nierozliczone relacje z przeszłością. Środowiska w których przebywają bohaterowie filmów Nolana są w większości okupowane przez meżczyzn. Rzadko kiedy znajdzie się w niej miejsce dla kobiety. Sfera emocjonalna w jego filmach jest jakby zastrzeżona jakby zaschnięta rana, której nie wolno zdrapywać. To bardzo czuły punkt w twórczości tego nadwyraz uzdolnionego filmowca jednak nie przeważająca o jego wartości. Nie jest to bardzo męskie kino – jak ma to miejsce w przypadku filmów Michaela Manna – ale to przestrzeń dla człowieka który bryluje między odpowiedzialnym dorosłym, statecznym życiem a pewną frywolnością przypisane dla młodych, rozwydrzonych spragnionych przygód chłopców. Nie ma to nic wspólnego z mitycznym Piotrusiem Panem jeno bardziej wskazuje na to które sfery życia aktywowane są w mózgu Christophera Nolana czyli chęć poznawania świata nawet kosztem wielu wyrzeczeń, ale też tęsknota za majestatem, szacunkiem, powagą wreszcie godnością, tworzenia, inspirowania, przekraczania nowych granic, swoich słabości, lęków i niepowodzeń

Dom na przeklętym wzgórzu (1959) William Castle

To zadziwiające, że w erze przedpotopowej w historii kina kręcono najlepsze filmy. Dotyczy to słynnej ”Złotej Ery Hollywood (podać ile filmów powstawało w ciagu roku, jakie były gaże aktorów, ile oryginalnych scenariuszy zostały zremake’owane po 1980 roku, to w okresie lat 1930-1959 z Hollywood narodziły się talenty m.in Spencera Tracy, Elizabeth Taylor, Edward G. Robinsona) ale i również filmów z gatunku horroru. Inna wrażliwość? To pewne, inny system pracy wpływający na to jak postrzegamy otoczenie w tym sztukę? Racja. Inna technologia? Też. Jednak co najważniejsze inne było zapotrzebowanie na dobre filmy. Teraz w dobie internetu i wszechogarniającego szumu informacyjnego współczesny widz ma podstawowy problem z rozróżnieniem co jest dobre, świetne a co słabe nie godne naszej uwagi. Lokalni królowie to zwykle odpadki z innych mieścin, a autentyczni twórcy tworzą w myśl zasady ”od siebie dla siebie” często zaskakując samych siebie. Te błędne odbieranie filmów znacząco wpływa na to jak filmowcy robią filmy TERAZ a KIEDYŚ.

Kiedyś filmowcy byli też maszynkami do robienia pieniędzy, tyle że filmy robione z myślą o:

a)zarobieniu na siebie b)wypromowaniu nowych nazwisk (w tym reżyserów) c) tworzeniu nowych serii filmowych nie generowały pustych frazesów czy obrazów (bardzo istotna w odbiorze filmu jest scenografia, która sprawnie zrobiona nadaje sens całości) nie tworzyły sztucznych tworów w postaci żałosnych celbrytów nie posiądających za grosz talentu ani nigdy – co ważne podkreślenia – nie były robione na pół gwizdka co obecnie jest niestety częstym zjawiskiem. Każdy szanujący się wówczas reżyser jeśli robił filmy za psie pieniądze starał się wycisnąć najwięcej jak się da, niekiedy nawet poszukując własnej stylu i nowego języka w filmie. To znamienne gdy w w latach powojennych gdy zawsze było ciężko o zdobycie pieniędzy na produkcję filmu praca z ludzmi była wówczas troszkę innego charaktertu niż dzisiaj. Aktorów brano pod konkretną rolę z minimalnymi gażami co w latach 50tych było zjawiskiem powszechnym. To właśnie w tym filmie rozkwitły talentu olśniewająco pięknej Carol Ohmart (swego czasu namaszczona na następczynie Marylin Monroe) oraz dystyngowanego Vincenta Price. Zaangażowanie emocjonalne w rolę było nieco inne niż w obecnych filmach, a i ranga tych obrazów mimo niższej ligi było większa niż współczesnych ambitnych tytułach od poważanych reżyserów.

Co wyróżniałe tamte horrory to to, że tam wielką rolę odgrywała tak prozaiczna i oczywista niegdyś rzecz jak scenografia, zdjęcia czy architektura. W filmach Williama Castle’a było jeszcze coś ekstra. Traktował film jako dzieciecą zabawę, z której zawsze starał się wycisnąć jak najwięcej. Po raz pierwszy w historii w jednym ze swoich filmów dał możliwość wyboru widowni w kinie za ułaskawieniem bądz ukaraniem głównego bohatera w filmie co przyznać trzeba bardzo przykuło uwagę krytyków. Nazywali go pierwszym, jedynym i ostatnim showmanem kina potrafiący łączyć elementy interakcji z opłakanie niskim budżetem oraz zadbać jednocześnie i o produkcję i o reżyserię samego filmu co w owym okresie było nie lada wyzwaniem. Takiej elastyczności nie mógł mu pozazdrościć jedynie Roger Cormam, człowieka odpowiedzialnego m.in za słynnych ”Szybkich i Wściekłych”, ojca chrzestnego takich nazwisk jak Coppola czy Scorsese.

Castle w tym akurat spróbował nowego techniki straszenia ludzi. Taki zabieg był bezprecedensowy w historii kina.

Dom na przeklętym wzgórzu to gra na emocjach napiętych jak struna. 5 zaproszonych ludzi przybywa karawanami do majestatycznego budynku w którym rozegra się walka o 10 tysięcy dolarów. Warunek jest jeden – przetrwać całą noc w tym upiornym, przypominającym piramidę miejscu. Castle jednak nie używam dawnych elementów służących do straszenia widza z filmów takich jak ”Nosferatu” czy ”Golem”. Nie, on raczej bazuje na budowaniu pewnego rodzaju spektaklu, widowiska gdzie główną rolę odgrywają… jego triki. Podczas projekcji filmu ”Dom na przeklętym wzgórzu” reżyser William Castle obmyślił sobie plan by wśród widowni krążył… plastikowy szkielet. Tak to nie żart. Kino w latach 50tych miało kompletnie inną specyfikę niż dzisiaj. To był moment gdzie ludzie powoli przechodzili z nawyku cotygodniowych odwiedzin w kinie do wygodnego fotela w domu gdzie pojawił się telewizor. Kino niskich budżetów było okupowane głównie przez młodych ludzi do 30 roku życia. Oni stanowili weryfikację takich nazwisk jak Roger Corman czy William Castle. To był ciężki okres dla filmowców z okrojonym budżetem. Wymagało to od nich niesłychanej elastycznośći, pomysłowości oraz organizacji czasu. Corman konsekwentnie od 1955 roku produkował średnio 7 filmów na rok, a jego rekord życiowy stanowi ”Sklepik z horrorami” nakręcony w 2 dni i jedną noc. Jak to się odbiło na jakości skończonego produktu? Raczej korzystnie, bo filmowcy działali pod olbrzymim pręgierzem olbrzymiej odpowiedzialności i gdyby im nie wyszło w latach ich dojrzałości filmowej (zaznaczmy, że owa dojrzałość przypada na mniej więcej 40 rok życia) to pozniej nie mieli by szans zaistnieć. To dotyczy nie tylko burzliwego okresu w latach 50tych bo podobnie z nożem na gardle działał chociażby Darren Aronofsky.

Horror Williama Castle’a polegał na jak precyzyjnym oddaniu atmosfery napięcia, nieufności wśród uczestników gry, w której nie wiadomo kto miał tak na prawdę zginąć.

One step beyond (1959-1961) Merwin Gerard

Czego oczekujemy od filmów nazywanych horrorami? Czy poprzez kolejne dekady wraz z rozwojem technologii nie zatraciliśmy poczucia wrażliwości? Czy poprzez oglądanie horrorów nie odreagowujemy ubocznych skutków dnia codziennego?

Adoptowanie własnych irracjonalnych lęków, fobii czy może wreszcie odkrycie czegoś nowego w samych sobie bądz w otaczającym nas świecie? Czy ambicją widza było przyjrzenie się dokładniej co tak właściwie wywołuje u niego lęk oglądając horrory oraz seriale z gatunku science fiction? Wreszcie czy po latach jest w stanie wykrzesać chęć bycia przestraszonym? Czy aby to uczucie nie zostało skutecznie (bądz też nie) zakurzone przez pasmo doświadczeń życiowych i wprowadza nas w złudny stan świadomości całego ciała ludzkiego oraz psychiki. Po latach jedynie co nas wybudza z letargu to ciekawość oraz niekłamana przyjemność wzbogacania się o nowe doświadczenia. Co bowiem robić w świecie gdzie podobno już wszystko odkryto i wszystko powiedziano?

Od początków rasy ludzkiej cechowała nas wręcz maniakalna żądza eksplorowania oraz wyjaśniania tego co nieznane. Praktyki odkrywania nowych światów, kontynentów przyjmowano z wielkim podziwem, ale i były również te rejony życia, które w Biblii uznawano za konszachty z mrocznymi siłami spoza tego świata. Terror niewytłumaczalnego – jak to zapowiadał w jednym z odcinków tej fascynującej serii John Newland -nigdy nie przestawał zajmować umysłów ciekawskich i głodnych wrażeń. Człowiek jako istota rozumna pragnie zrozumienia i porządku we wszechświecie opanowanym przez chaos. Potrzebuje poczucia bezpieczeństwa …a z tego próbuje ich wyrwać właśnie One Step Beyond. I w tym tkwi największa jego siła.

Seriale ze złotej amerykańskiej telewizji gwarantowały to czego z pewnością brakuje dzisiejszej polskiej telewizji (co do tego nie ma nikt żadnych wątpliwości), ale i też prezentowały amerykańską rzeczywistość od tej bardziej szkaradnej strony. Nie było miejsca na ciepłe słowa otuchy i spokojny umiarkowany optymizm wyjścia z kryzysu atomowego bo przedstawiała tematy przy których zgasł nie jeden fałszywy amerykański uśmiech. One step beyond idzie krok dalej. Nie tylko przyciemnia światła nadziei w naszych domach, ale i też puka do głębokich zakamarków naszej duszy. A to w przypadku Stanów Zjednoczonych, kraju niezbyt mocno rozwiniętego jeśli chodzi o rozwój duchowy człowieka było przypadkiem bez precedensu.

Przeciętny amerykanin był podobnie jak bohaterowie poszczególnych odcinków (wystąpili m.in. Charles Bronson, Christopher Lee czy Warren Beatty) zaaferowany do tego stopnia codziennością, że nie potrafił dostrzec rzeczy powszechnie uważanych za nietykalne. Amerykańska klasa średnia lat 60tych XX wieku nie miała większych ambicji prócz jednego urlopu w ciągu roku dlatego takie wyzwanie intelektualne proponowanie przez Johna Newlanda było czymś wobec czego nie można było przejść obojętnie. Motyw zwierzęcego przetrwania w przyrodzie był czymś co w latach zimnej wojny rozpalało do czerwoności uśpione umysły amerykanów. To był także narodowy test na to ile przyjąć skostniałe intelektualnie amerykańskie społeczeństwo. Wybudzał się ze snu nieświadomości w najmniej przechodził w stan hipnozy.

Serial nie tylko odważnie podejmował tematy powszechnie uważane za niepotrzebne nikomu, ale i również agresywnie dopominał się o uważne przyglądanie się temu co dzieje się na ekranie. Każdy bowiem z odcinków wzbudza wątpliwość, która z czasem wprowadza człowieka w stan oblężenia co stawia go w pozycji jednoznacznej – walczysz albo giniesz. Koniec każdego z odcinków potwierdza zdanie prowadzącego, że żadnej historii nie można zanegować ani też wytłumaczyć.

Te pojedyncze historie konfrontowały zwykłych ludzi z ich osobistymi, ale i też narodowymi dziwami. Wzywały do walki a tej podejmują się zwykle tylko ludzie odważni. Serial o zjawiskach paranormalnych nagle przybrał nieco inny pełniejszy wymiar. Zjawiska nadprzyrodzone były bowiem pretekstem do zadania pytania o wiele bardziej interesującego niż teleportacja czy samozapalenie. Ta walka, która odbywa się w każdym z odcinków rozgrywa się o zainteresowanie pozamaterialnym światem (który przez sceptyków uważany jest za pseudonaukę) ale i też sumieniem ludzi. Nieprzypadkowo poszczególnymi historiami kierują z reguły negatywne emocje jak poczucie winy (The Anniversary of Murder), nuda (The Secret) czy nerwowość (Echo). Korzeni tych lęków należy jednak doszukiwać się dużo głębiej i do tej gry zaprasza właśnie John Newland serwujący złowieszcze uśmiechy po skończonej historii. Lęki z lat ubiegłych lat bowiem nie zmieniły się, jednak spryt zguby polega na tym, że pewne niewyjaśnione zjawiska miały miejsce tak dawno, że obrosły legendą (w co wierzy zapewne większość widzów tego serialu). Baudelaire wspomniał kiedyś, że największym sprytem diabła jest to, że ludzkość uwierzyła w jego nieistnienie. Podobny, demoniczny wymiar ma strach niewidzialny na ekranach naszych tv. Zródła tego strachu należy szukać w tym co co nie ma pojedynczego kształtu. Strach wzrasta wraz ze świadomością wymiaru katastrofy z jaką mieli styczność bohaterowie (strach przed zbliżającym się końcem epoki, pokolenia w którym widzimy świat czy metafizyczny strach przed odkryciem swojej własnej natury). Metafizyczny poziom niepokoju wzmaga praca montażu która zaburza czasoprzestrzeń tworząc ze zwykłego bohatera zjawę a widza wprowadza w wielkie zakłopotanie. Komórka filmowa stała się łącznikiem między tym naszym widzialnym światem a tym co nadprzyrodzone. Najlepiej to widać po odcinkach zajmujących się tematyką teleportacji gdzie pod znakiem zapytania jest stawiane zjawisko które widzieliśmy jeszcze kilka minut wstecz.

Prowadzący program John Newland – jest materialnym przykładem tego że rzeczywistość (składająca się z czasu i przestrzeni) płynnie łączy się z chaosem niewytłumaczalnego.

Technika przenikania gospodarza do świata zrekonstruowanych wydarzeń była czymś nowatorskim w czasach złotej ery amerykańskiej telewizji (pozniej z tego reporterskiego stylu korzystał m.in. Woody Allen) John Newland nie tylko zapowiadał odcinek serii, ale niekiedy rozmawiał z ludzmi, którzy przeżyli te historie co miało jeszcze bardziej zaakcentować niezwykłość tych opowieści. Eksploracja niezbadanych przez człowieka terenów przybiera charakter kosmicznej ekspedycji ale i też moralnej odnowy. Pamiętać jednak należy, że to nie był tak powszedni serial o zjawiskach paranormalnych jak ”nasz” ”Z Archiwum X”. Nic bardziej mylnego. Wyobraznia zwykłego człowieka była nieco bardziej elastyczna niż dzisiejszego człowieka internetu.

Pytanie stawiane przez gospodarza programu Johna Newlanda – czy możemy wykorzenić ze swojego jestestwa strach, niepewność, niepokój zdaje się przybierać znacznie mroczniejszy wymiar niż historie przedstawiane w poszczególnych odcinkach. My jako ludzie, skazani jesteśmy na klęskę niewiedzy oraz ciągłego niepokoju w trwającym nie wiadomo jak długim pobycie na ziemi by w końcu zrozumieć, że człowiek był, jest i będzie najbardziej fascynującą ale i też najbardziej przerażającą częścią tego świata. Tylko czy aby to nie my przypadkiem stanowimy jedynej wadliwej części wszechświata?