Hollow Triumph (1948) Steve Sekely

Smutne obrazy amerykańskiej powojennej rzeczywistości raczej nie przyjmowały ciepłych odcieni bijących od bohaterów charakteryzującymi się pozytywnymi cechami jak odwaga, męstwo, braterstwo czy inteligencja. Nie, te cechy były nieco wykrzywione przez ciągłą, monotonną walką o materialny byt. Zamiast inteligencji bohaterowie tamtych filmów wykazywali się sprytem koniecznym by przetrwać w ciężkich realiach, braterstwo przyjmowało postać układów, kolesiostwa by samemu jak najwięcej skorzystać (często kosztem innych) a męstwo często przyjmowane jest jako brawura. Z tego posępnego krajobrazu filmów gatunku noir wychyla się film Steve’a Sekely’ego gdzie główną postacią jest mężczyzna wykształcony, po studiach (co w owych czasach było szanowane i cieszyło się prestiżem społecznym) wydawać by się mogło – istny rodzynek wśród zawistników i nienawistników tego kina. Rozwój wypadków każe jednak nam szybko zweryfikować swój pogląd na jego temat.

John Muller, owszem jest wykształcony, ale cierpi na tę samę przypadłość co anty bohaterowie ”czarnego” kina. Pragnie szybkiego, łatwego pieniądza by… no właśnie. Ustawić siebie i swoich kolegów do końca życia by nie musieć parobkować dla jakiego dorobkiewicza? Czy może udowodnić sobie, że jest dalej w formie i może wywinąć taki numer o którym gazety będą pisać nawet za 20, 30 lat. Spotykając się po latach spędzonych w więzieniu z dawnymi znajomymi John Muller czuje się skrępowany służalczo- minimalistyczną postawą życiową swoich ziomków. John potrzebuje emocji, spektaklu, patrzy na przyszłe życie jako wielka szansa z której trzeba korzystać. Zwykła praca z tygodniową pensją nie zaspokaja ambicji, a może bardziej pędu ku życiu dorosłego, acz niekoniecznie dojrzałego mężczyzny. Od Mullera promieniuje pewność siebie, wigor, chęć zdobywania świata. Jego pęd hamują kłopoty, których nawet on (jak to śmiesznie określili jego znajomi) nie potrafił przewidzieć i im zapobiec. Chwila dalszego obejrzenia sprawia, że z naszej twarzy znika pogardliwy uśmieszek i zaczynamy sobie uświadamiać, że jest bardzo blisko pierwszej poważnej porażki w życiu, ale przecież to dla niego, człowieka dla któtego sukces jest zarezerwowany czyli sexappeal, męstwo, bystrość, wielkie idee nie powinno być w ogóle miejsce. Facet z taką reputacją, z takimi papierami nie ma szans na spędzenie reszty swojego życia w pierdlu tylko dlatego, że kumple spieprzyli sprawę (jak mają to w zwyczaju) Twarz do tej pory żywa i tryskająca ekspresją nagle zaczyna przymierać i bliska jest temu co widzieliśmy w innych filmach gatunku noir – bezimiennych maskach, które tylko urzędowo można nazwać ludzkimi twarzami. Zaczyna się wahać i bać a to już te obszary psychologii człowieka które znał jak dotąd tylko z książek. Wkracza na teren dotąd mu obcy i musi się wykazać niesłychanym sprytem by wyjść cało ze szwanku.

Główny bohater wydaje się być przestraszony gdy ludzie mówią (kobieta, która z nim się spotyka) że wie dokładnie o czym myśli lub też po prostu doradzają by był ostrożnym (odnośnie jego blizny na twarzy by nie wdarła się do niej jakaś infekcja) czy też zwykłe zapytanie pracodawcy o szczegóły odejścia z poprzedniego miejsca pracy. Batalia o pozostanie nie zidentyfikowanym zmusza głównego bohatera do szpiegowania, pracowania w miejscach na które nigdy by się nie zgodził czy wreszcie… najtrudniejszej sztuki która przyszło mu się nauczyć – słuchania innych ludzi. Te uczenie się życia na nowo nie daje ukojenia. Jest tylko, kolejnym smutnym mechanicznym następstwem wydarzeń które były dla niego zarezerwowane. Noirowski fatalizm częściej zabiera niż daje. Tym razem jednak to nie główny bohater ma najbardziej złowieszcze oblicze. Pomruk grozy daje przede wszystkim społeczeństwo. Są otwarci, pomocni, ale nie mówią tego co naprawdę myślą. Egotyzm postaci prezentowanych w filmie jest nie mniejszy niż ludzi współczesnych. Można napisać więcej, są bardziej ślepi niż ludzie z tamtego okresu bo nie trudno jest przeoczyć wiele kluczowych momentów w całej tej historii. Sekretarka nie zauważa (po raz kolejny), że ma styczność z innym facetem niż przypuszcza mimo, że spędziłą z nim mnóstwo czasu (!!). Jedyna osoba, która zauważyła różnicę w wyglądzie mężczyzny to stara poczciwa sprzątaczka.

Anonim albo będąc bardziej precyzyjnym obcy nam człowiek jest tylko narzędziem w wielkiej machinie jaką napędzała wówczas gospodarka amerykańska. Ktoś po dyplomie, sprytny, ale jednak dalej pozostający człowiekiem bez ”lepszych papierów”. Mądry, ale nie wystarczająco by okazał się prawdziwym bohaterem. Umysł, który nigdy nie został należycie wykorzystany. Zjadła go historia czy może społeczeństwo amerykańskie (stawiające wówczas mocno na indywidualimz) nie potrafi pomóc takim osobom?

Po zakończeniu II wojny światowej (gdzie sąsiad był postrzegany jako osoba która może pomóc) każdy mieszkaniec USA staje się bardziej egocentryczny, skupiony na własnych problemach a erupcja degrengolady społecznej dopiero nastąpi w kolejnych dekadach sprowadzając ludzi do coraz większych okopów niż miało to miejsce podczas drugiej wojny światowej – ich własnych domach gdzie panem życia i śmierci stał się komputer.

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.