”The Ghost Ship” 1943 Mark Robson

To zabawne jak zmienia się znaczenie słowa thriller na przestrzeni kilku dekad. Obecnie panuje przekonanie, że thriller powinien spełniać wymogi nadane temu gatunkowi filmu przez obraz Davida Finchera w 1995r. ”Siedem”. Czyli mroczna tajemnica którą kryje zbrodnie przebiegły przestępca oraz gęsta niczym smoła atmosfera. Niestety przypadek tego filmu nie przybliżał nam charakterystyki mordercy. Był zbrodniarz, ale nie ma łącznika psychologicznego między nim a widzem. W 1995 Kevin Spacey był matematycznym wzorem idealnego przestępcy – inteligentny, przebiegły, sprawiedliwy i okrutny w swych działaniach. Nie było w jego postaci marginesu błędu. Tchu człowieczeństwa. Czegoś co pozwoliło by na niego głębiej spojrzeć, zastanowić się – czy zli ludzie tylko tak wyglądają/postępują? Fincher chcąc nie chcąc zapoczątkował erę idealnego antybohatera. Poświęcającego się bez reszty swojej misji wybawiania ludzkości z niesprawiedliwości, obłudy płytkiego myślenia. Toż to Jigsaw też ”zbawiał” ludzi kalecząc ich, ale w tych postaciach nie ma żadnego czynnika ludzkiego. Dlatego tak słabo wypadają współcześni antybohaterowie względem tych z lat 40tych i 50tych XX wieku.

Kapitan statku widmo sprawuje władzę i nad statkiem, jego sprawnością techniczną, ale i też dysponuje życiem całej załogi. On, na statku jako jedyny miał prawo wydawać sądy ale i też jako jedyny miał prawo popełnić błąd. Nieomylność jako cecha prawdziwego kapitana, który zawsze wie co ma robić sprawiała, że do roli narzędzi sprowadzeni zostali inni ludzie, już nawet nie tyle żeglarze czy zastępcy kapitana ale bardziej reszta ludzi płynąca statkiem wiernie poddająca się rozkazom najbardziej doświadczonego na statku. Mało który członek załogi odważył się podważyć zdanie Stone’a bo wiedział czym może się to dla niego skończyć. Ci zaś którzy nie spodobali się przełożonemu zostali bardzo szybko odizolowani od reszty grupy. Wszystko miało mieć ład porządek oraz bezwzględne posłuszeństwo.

Statek prowadzony przez doświadczonego zawodowo Kapitana Stone’a nie należał jednak do idealnych. Wiele było wad i usterek, które nie uciekły uwadze młodemu trzeciemu oficerowi – Panowi Merriamowi. To właśnie z jego strony zauważamy powolny i stopniowy upadek ”autorytetu” ale i też samego człowieka.

Działania młodego trzeciego oficera Pana Merriama są lustrzanym odbiciem przeszłości główno dowodzącego Stone’a. Regulaminowy, ale też chwiejny i niepewny w swoich ruchach. Przykładny, ale nielubiany przez reszte załogi. Odważny jednak popełniający błędy. Niewinny i dobroduszny oficer myśli, że wszystko robi dobrze bo działa w dobrej wierze i w ramach założeń przedstawionych mu przez szkołę marynarską jednak do zobowiązanej poprawności brakuje mu dużo. Żegluga morska to nie poligon doświadczalny gdzie można było działać według typowych książkowych zasad. Nie dostrzegał swoich błędów bo nie potrafił dostrzec złych decyzji z innej persepktywy. Właściwie jego dalsze zachowanie (Pana Merriama) było kulminacją frustracji kapitana Stone’a. Przybliżyło stan który i tak był nieuchronny dla kapitana załogi. Czas rozliczeń ze swoim życiem, przytłaczających jego umysł konkluzji (”przypominam swojego kapitana, który pod koniec swojej kariery tracił zmysły”) co doprowadziło go do całkowitej kapitulacji. Na tym właśnie chyba polega groza płynąca z tego filmu – aura dobroci, niewinności jaka otacza Pana Merriama przyjmie z czasem obraz histerycznego, rozgorączkowanego i zgorzkniałego Kapitana Stone’a który nie wie co zrobi nie tyle z załogą żeglugi morskiej, ile z własnym życiem. Piętrzące się niewymuszone błędy oraz nawarstwiające się obowiązki doprowadzają pojedynczego człowieka do zniechęcenia a nawet i rozpaczy.

Jedynymi dobrymi ludzmi którzy nie podlegają władzy kapitana są niewidomy grajek pozostający na lądzie oraz niemowa będący członkiem załogi. Oni przetrwają kolejne fale morderstw oraz sadystycznego pastwienia się nad ludzmi bo przecież młody kapitan w finale filmu będzie w przyszłości tym starym kapitanem z początku filmu, który ma za sobą traumatyczne przeżycia sprawiające że jest takim a nie innym człowiekiem. Smutna machina w której znajduje się (zagubiony) człowiek sprawia, że wszelka wiara zamiera wraz z kolejnymi przepłyniętymi rejsami. Nie podejmuje starań zmiany stanu rzeczy bo wie, że skończą się niepowodzeniem. Stary kapitan znajduje się na statku pokazanym w filmie w wyniku pewnych następstw i jego osiągnięć. Jest kapitanem, człowiekiem po 50tce, zyskał autorytet wśród młodszych rangą i staje przed pytaniem: co dalej. Czy jego wiara w żeglugę morską stanowiącą ostatnią instancję broniącą go przed uznaniem klęski w życiu osobistym nie jest zwykłem widmem które wiedzie go na mielizne? Mechanizm funkcjonowania (nie życia) człowieka w wielkiej maszynie przemysłowej gdzie wymagana jest ogromna odpowiedzialność sprawia, że wszystko inne poza pracą staje się niedostrzegalne bo z czasem wydaje się być coraz mniej ważne. Im głębiej człowiek angażuje się w jedną działalność tym mniej jest w stanie dostrzec inne aspekty życia. Dopiero widmo klęski życiowej sprawia, że kapitan doznaje olśnienia i zaczyna rozliczać się ze swoim postępowaniem. Świetna praca, genialne wyniki na dyplomie nagle w jednym momencie tracą swoje znaczenie bez odwrotu. To czemu się poświęcił się bez reszty nagle zostaje podważone i uznane za porażkę.

Bolesność filmu Marka Robsona statek widmo ma bardzo osobisty jednostkowy charakter. Podważona została nie jednostka człowieka samego w sobie ile bardziej mechanizmu, który nie daje wytchnienia dorosłemu osobnikowi. Praca którą zaczynał kapitan jako młodzieniec było postrzegana przez niego jako zródło nadziei, realizacja założeń życiowych, pózniej wraz z kolejnymi awansami stała się bardziej zródłem utrapień bo praca przerodziła się w przykry obowiązek, z której nie sposób zrezygnować. Początek zwiastował ukojenie, punkt docelowy życia pozbawionego dotąd ładu. Czas brutalnie zweryfikował te założenia stając się statkiem widmo, z którego nie ma drogi ucieczki. Obowiązki przerosły możliwości kapitana, ludzie przestali być dla siebie tak przyjazni jak na początku sądzono, a rejs niebezpiecznie szybko się wydłuża. Kapitan Stone nie jest produktem sukcesów, które osiągnął w przeszłości ale bardziej jako suche następstwo pewnych zdarzeń. Jesteś trzecim oficerem to po pewnym czasie, mimo wielu niedociągnięć i braku NALEŻYTEGO doświadczenia stajesz się kapitanem. Kapitan Stone nie jest dobry w swoim fachu, zajęciu któremu poświęcił całe swoje życie. W sytuacjach granicznych pokazuje swoją słabość, jest bardziej zależny od osób trzecich bardziej niż mu się wydaje. W swych ruchach bardziej przypomina zagubionego praktykanta, który dopiero zaczyna swoją karierę zawodową niż książkowy przykład szanowanego i cenionego kapitana żeglugi morskiej. Cena za swój kierunek zawodowy wydaje się być z czasem za wysoka. Bohater młodego oficera staje się antybohaterem moralnym.

Na tym polega fenomem kina amerykańskiego lat 40tych XX wieku. Po krótkim okresie amerykańskiego prosperity zaczęto bić w dzwony głoszące, że dusza typowego amerykanina nie jest tak wesoła jak przedstawiały ówczesne gazety. Kark idealisty zostaje brutalnie złamany przez postindustrialna rzeczywistość XX wieku w Stanach Zjednoczonych.